wtorek, 30 czerwca 2009





"...ocaleję mimo to..."





Gdy kolejny raz niezpłodzona umrze twoja dusza.
Spojrzysz w skalne dno kanionu
Dół - depresja, krawędź, TY!
Morzę uda się, resztą sił...
krok w tył marsz (-po ciuchu)

Marzenia mymi oprawcami, więziennymi strażnikami
Sumiennie każą mnie...
Za cóż jednak kara?
(jakaś solówka gitarowa, na basie najlepiej)
Im więcej ich, czym więcej wiary jest
Obłok rozpływa się...
Spadam...
(znów tym razem coś krótkiego elektrykiem)
lecz pewnego dnia, zabraknie się... Zabranie ich... by ODBIĆ SIĘ!(- szeptem)
Każdego ranka, nocy, dnia, obraz wciąż ten sam
Marmurowa posadzka, sliniana ciecz.
Kamienne ściany, przywitają zaciśnięte choć delikatne dłonie ME!
Jedyna muzyka furia wciąż napawa mnie
By w końcu puścić z objęć złości,
Rzucić mną (-cichy krzyk)
Wyciskając resztki łez, tyle na ile pozwoli dzisiejsza noc...

(Dłuższa solówka basu z perkusja)
Marzenia mymi oprawcami, więziennymi strażnikami
Sumiennie każą mnie...
Za cóż jednak kara?
(jakaś solówka gitarowa, na basie najlepiej)
Im więcej ich, czym więcej wiary jest
Obłok rozpływa się...
Spadam...
(znów tym razem coś krótkiego elektrykiem)
lecz pewnego dnia, zabraknie się... Zabranie ich... by ODBIĆ SIĘ!(- szeptem)
x2/3
Być morze nie potknę się!

Archiwum bloga